Jak założenie bloga zmieniło moje życie

moja blogowa historia

Dziś dowiecie się dlaczego założyłam bloga, jak to ze mną było na początku, czy miałam chwile zwątpienia, co mnie inspiruje i czemu wciąż tu jestem. Jeżeli jesteście ciekawe mojej historii, to zapraszam Was dziś na post o historii mojego blogowania. Mam nadzieję, że będzie ciekawie!

Moja blogowa historia – trochę faktów

Pierwszego bloga założyłam w 2003 roku. Było to (O zgrozo!!) 17 lat temu – to niesamowite jak ten czas leci. Do momentu powstania aGwerblog prowadziłam 7-8 blogów. Jedne były bardziej prywatne, inne totalnie anonimowe – na każdym z nich pisałam po prostu o swoich uczuciach. To były strony nastolatki, która była smutna, nieszczęśliwie zakochana i nie wiedziała jak sobie w życiu poradzić. W tamtych czasach nie było jeszcze influencerów, influencer marketingu i social mediów. Nikt jeszcze nie słyszał o Facebooku czy Instagramie, więc blogowało się głównie dla swoich potrzeb uzewnętrznienia się. Dzisiaj opowiem Wam o historii bloga aGwerblog, bo w końcu tutaj rozgościłam się na dobre.

Zobacz: 6 rzeczy, które zawdzięczam blogowaniu – 6 lat bloga

moja blogowa historia agwer

Za małe spodnie i bałagan w głowie

Bloga założyłam bo, cóż… (po raz kolejny) Chciałam schudnąć. To miałoby być miejsce, w którym dzieliłabym się swoją drogą do idealnej sylwetki. To było 6 lat temu i bilans zdecydowanie na plusie, więc dobrze, że zmieniłam tematykę, bo nie byłoby tutaj co czytać. Kiedyś blog nazywał się coraz-mniej i wiem, że jest tu kilka osób, które są ze mną od tamtych czasów. Początkowo pisałam po prostu luźne, osobiste teksty (których już nawet na blogu nie ma), aż odkryłam blogi kosmetyczne. W tamtych czasach, czyli w 2012/13 roku wcale nie było ich tak dużo. Zakochałam się! Po prostu się zakochałam w tym temacie i pochłaniałam kilkanaście blogów dziennie. Szukałam sposobu na zapuszczanie włosów i po prostu przepadłam, chciałam spróbować wszystkiego i napisać o tym na swoim blogu. Zaczęłam kupować kosmetyki do włosów i tutaj rozpoczęły się moje eksperymenty z olejowaniem, maskami, wcierkami i tym całym włosomaniactwem. Zobaczcie sobie pierwszy post w tym temacie: zapuszczenie włosów, który już dawno powinnam skasować. Mówiąc krótko: zaczęło się od włosów, później poznałam kosmetyki do makijażu i totalnie mnie pochłonęło…

Inspiracja i pomysły na tematy

Kiedy zapytałam Was na Instagramie (@agwerblog) co chciałybyście się z tego postu dowiedzieć, pojawiło się kilka pytań o to skąd brałam inspirację, jak wymyślałam pomysły na tematy. Odpowiedź będzie pewnie niesatysfakcjonująca dla Was, bo po prostu pisałam to, co chciałam. Nie zastanawiałam się czy te teksty się komuś przydadzą, co czytelnik może z nich wynieść dla siebie – po prostu chciałam coś powiedzieć, podzielić się tym ze światem i to robiłam. Po prostu. Bez zbędnej analizy. Początkowo byłam wulkanem pomysłów, mogłam pisać codziennie, co w pewnym momencie robiłam prawie przez rok (ale wielu tekstów już nie ma, bo aż wstyd było je zostawić :D). Nie przejmowałam się tym, czy ktoś już o tym pisał czy nie – po prostu pisałam co chciałam!

Potem zaczęłam kupować kolorówkę robić makijaże, testować różne produkty i dzielić się na blogu swoimi wrażeniami. Pokochałam makijaż i choć początkowo wychodziło mi, ekhem… słabo [KLIK], to i tak ciągnęło mnie to eksperymentów. Tym oto sposobem z bloga o odchudzaniu moja strona stała się blogiem kosmetycznym.

https://www.instagram.com/p/Bsv9XbwF_dK/

Czy bałam się krytyki?

Nie w takim sensie jak sobie pomyślicie. Nie bardzo obchodzi mnie to, czy komuś podoba się mój blog czy nie. Ja wychodzę z założenia, że to mój kawałek świata w sieci i ma przede wszystkim podobać się mnie. Nie chodzi tu o to, że nie zależy mi na Waszej opinii, moich czytelników – oczywiście, że chcę abyście czuli się tutaj dobrze i żeby Wam się podobało. Jednak dla mnie liczy się tylko i wyłącznie konstruktywna krytyka. Taką doceniam, nie boję się jej i choć czasami boli, przyjmuję ją na klatę i staram się nad sobą pracować. Tak było od początku prowadzenia bloga i raczej się to nie zmieni. Ja mam w sobie naprawdę dużo pokory i nie uważam się za alfę i omegę w żadnym temacie. Natomiast to, czy ktoś „skrytykuje”, że jestem gruba (Dzięki za cynk, nigdy w życiu nie natknęłam się na lustro), brzydka (Każdy ma inny gust!), nie umiem pisać, malować się, robię brzydkie zdjęcia, wymądrzam się, mam parcie na szkło czy kompletnie się do tego nie nadaje, to zupełnie inna sprawa. Nie obchodzi mnie hejt lub bezpodstawna krytyka, która nie ma pokrycia w rzeczywistości – nie boję się TAKIEJ krytyki, bo ona po prostu nie ma żadnego znaczenia.

Mój blog i moje teksty czy zdjęcia nie muszą podobać się wszystkim, na pewno znajdzie się ktoś, kto uważa że to miejsce jest brzydkie i bezwartościowe – ma do tego prawo. Nie boję się tego, że ktoś powie o mojej stronie coś złego, nie boję się, że moi znajomi powiedzą, że to jakieś głupie hobby. Byłoby mi na pewno przykro jakbym to usłyszała, ale to nie jest koniec świata. Nie boję się tego, że ktoś wejdzie na stronę, popatrzy na nią i stwierdzi „nope, spadam stąd”. Każdy ma prawo do własnej opinii, a ja nikogo nie zmuszę żeby tutaj został. Ja robię to przede wszystkim dla siebie, bo po prostu to kocham! Jestem dumna z tego miejsca, ale zdaję sobie sprawę, że nie zadowolę wszystkich.

Zobacz: 10 przykazań dobrego blogera – jak prowadzić bloga?

Od bloga do firmy

Za każdym razem kiedy rozmawiam z kimś o blogowaniu, to mówię, że założenie bloga całkowicie zmieniło moje życie. Dlaczego? Po pierwsze dlatego, że dzięki niemu odkryłam, że kocham makijaż i chcę się tym zajmować zawodowo. Dlatego, że nabrałam pewności siebie i stałam się dobrze zorganizowanym, pracowitym człowiekiem. Dlatego, że po 4 lat prowadzenia bloga postanowiłam rzucić wszystko i otworzyć własną firmę. Z założenia miałam głównie zajmować się wizażem, a dochody z bloga miały być jedynie dodatkowym zarobkiem. Plan był bardzo konkretny, ale życie wszystko zweryfikowało po swojemu. Początkowo było bardzo trudno, a ja nie generowałam praktycznie żadnych dochodów, ale nie żałuję ani jednego dnia od momentu, który zmienił moje życie. Teraz zajmowanie się prowadzeniem mojej strony i realizacja pobocznych zleceń wynikających z mojej działalności w sieci, to moja praca. Cieszę się, że jestem swoim własnym szefem i choć czasem jestem zbyt wymagająca i stawiam sobie za dużo zadań do realizacji, to kocham swoją pracę!

Blogowanie totalnie zmieniło moje życie!

Jakie popełniałam błędy

Kiedy ja zaczynałam prowadzić bloga, nie było czegoś takiego jak SEO. To znaczy, na pewno było i bardziej zaawansowani gracze wiedzieli o co chodzi. Jednak wiedza na ten temat nie była zbyt powszechna, a i poradników ze świecą można było szukać. Żałuję, że wcześniej nie zainteresowałam się tym tematem. Teraz moje niektóre teksty mogłyby naprawdę dobrze śmigać w sieci gdybym wtedy umiała w SEO. To był mój pierwszy „błąd”. Drugim błędem były zdjęcia… No zobaczcie same: Ulubieńcy czerwca 2013… Nie mam pojęcia co ja miałam wtedy w głowie i czemu na początku robiłam zdjęcia telefonem skoro od dawna miałam aparat. Nie pytajcie.

Ostatnią sprawą są same posty. Mój ówczesny sposób pisania, konstruowanie zdań i samo rozmieszczenie tekstu na stronie pozostawiało wiele do życzenia… Teraz też nie jest idealnie, ale progres jest widoczny gołym okiem. Gdybym bloga zakładała teraz, na pewno zrobiłabym to zupełnie inaczej!

moja blogowa historia 2019

Rady dla początkujących

Ten post jest już i tak wystarczająco długi, więc powiem Wam tylko kilka konkretów, a rozbudowaniem tego tematu zajmiemy się w innym poście. Mówiąc krótko: na początku trzeba uzbroić się w cierpliwość. Aktualnie blogów jest tak dużo, że ciężko jest od tak zbudować dużą społeczność. Cierpliwość i wytrwałość są niezbędne na początku blogowania, bo na tym etapie bardzo łatwo jest się poddać. Rozkręcenie bloga do tygodnie, miesiące, a czasem i lata pracy, które mogą zaowocować w przyszłości. Na dobry początek warto mieć fajne pomysły. Ciekawe, oryginalne materiały przyciągną czytelników, którzy szukają w sieci czegoś innego.  Niepowtarzalność zawsze jest w cenie!

Z kwestii technicznych: od razu radzę zadbać o SEO, estetyczne zdjęcia, wygląd strony i połączenie jej z Instagramem i Facebookiem.

Zobacz: Co bym sobie powiedziała gdybym teraz zakładała bloga

Co było i jest najtrudniejsze

Długo zastanawiałam się nad odpowiedzią na to pytanie, bo w pierwszej chwili powiedziałabym, że nie wiem. Najtrudniejsza jest dla mnie chyba obawa, że kiedyś skończą mi się pomysły i nie będę miała czym się z Wami dzielić. Samo blogowanie sprawia mi tyle radości, że nie widzę w tym nic trudnego. Jeżeli to jest coś, czym chcecie się zajmować, to nie ma się czego obawiać tylko po prostu zacząć to robić. Blogowanie nie jest dla każdego i nie wszyscy się w tym odnajdą. Z doświadczenia wiem, że nie ma sensu się do tego zmuszać, bo w ten sposób łatwo jest się narazić na frustrację i ciągłe rozczarowania, bo w blogowaniu najtrudniejszy jest początek. Jednak moja blogowa historia może być dla Was przykładem, że jak się chce – to można wszystko!

Powiem to jeszcze raz: założenie bloga, to była jedna z najlepszych decyzji w moim życiu!

A jak jest u Was? Jaka jest Wasza blogowa historia?

- aGwer