L’oreal Berry Much Love… or hate?

loreal berry much love

Podczas zakupów na promocji w Rosmannie, ostatnia sztuka paletki L’oreal Berry Much Love krzyczała do mnie z drugiego końca sklepu. Urzekła mnie kolorami i uroczym opakowaniem. Pomyślałam, że dam jej szansę i sprawdzę, czy to zauroczenie zmieni się w wielką miłość. Po czterech miesiącach śmiało mogę odpowiedzieć na to pytanie. Jeżeli i Wy chcecie poznać odpowiedź, zapraszam na post.

L'oreal Berry Much Love opinie

L’oreal Berry Much Love

Paletka L’oreal Berry Much Love w cenie regularnej kosztuje ok. 109zł. W promocji -55% zapłaciłam znacznie mniej, więc to był dobry moment na zakup. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy, to oczywiście bardzo ciekawe kolory i słodkie opakowanie. Choć zdecydowanie wolę te kartonowe, to walory estetyczne Berry Much Love bardzo do mnie przemawiają. To dość lekki, raczej średniej jakości plastik w ładnym kolorze.

W palecie znajduje się 16 cieni i według tego co mówi producent mamy tutaj maty, satyny, cienie metaliczne i błyszczące. To bardzo ciekawa informacja szczególnie, że na pierwszy rzut oka są w niej prawie same maty.  Lusterka brak, pędzelka brak, ale to może i dobrze, bo wtedy za to cudo trzeba by było zapłacić jeszcze więcej.

Zobacz: Podkład Too Faced Peach Perfect – bubel za 160zł?!

L'oreal Berry Much Love cena

L’oreal Berry Much Love KOLORY I PIGMENTACJA

Kolorystyka palety jest bardzo ciekawa. Zawiera sporo użytkowych brązów i kilka przejściowych odcieni, ale i chłodny fiolet, lekki granat i oberżynę. W kwestii kolorystyki nie mogę się do niczego przyczepić – uważam, ze jest bardzo fajnie skomponowana. Mogłaby być fajnym uzupełnieniem kolekcji. No właśnie… Mogłaby. Myślę, że już domyślacie się o co mi chodzi.

Pigmentacja cieni w palecie L’oreal Berry Much Love jest po prostu słaba. Co więcej: jest rozczarowująca. Podczas nabierania cienia na palec lub pędzel otrzymujemy całkiem sporą ilość pigmentu. Rozczarowanie zaczyna się w momencie spotkania ze skórą. Nie mogę powiedzieć, że kolor całkowicie znika, bo to nie prawda. Byłam w stanie zbudować tymi cieniami makijaż, ale kompletnie nie miałam na to ochoty. Cienie w ogóle się do siebie nie kleją, nie da się osiągnąć zadowalającej intensywności kolorów, a większe wysiłki kończą się jedynie frustracją. Jeżeli ktoś lub wyblakłe makijaże, w których jakiś tam kolor widać – też nie będzie zadowolony, za dużo z tym zachodu!

Wykończenie

Cienie oczywiście nie mają nazw ani numerków (bo po co?) więc nawet nie wiem jak Wam je dokładniej opisać. Nie mam zielonego pojęcia gdzie są tutaj te cienie metaliczne. Ledwo udało mi się dojrzeć błyszczący tj. jasny róż w lewym górnym rogu i dwa cienie z lekkim połyskiem: trzeci w pierwszym rzędzie i pierwszy w ostatnim. Cała reszta to bardzo słabe maty o takim lekko satynowym wykończeniu. Jedno wielkie nieporozumienie.

Zobacz: Paleta Jaclyn Hill po roku użytkowania – czy warto?

L'oreal Berry Much Love blog

Loreal berry much love mega palette

L’oreal Berry Much Love użytkowanie i trwałość

Swatche wydają się nawet w porządku, ale niestety po roztarciu ich nawet palcem kolor jest znacznie słabszy. Jakby w ogóle nie miały żadnej przyczepności. Mocno się pylą już w palecie w momencie kiedy pędzel dotyka powierzchni cieni. Osypują się również podczas wykonywania makijażu. To frustrujące, ale ja zawsze powtarzam, że jest wiele sposobów żeby sobie z tym poradzić. 9 z nich znajdziecie w podlinkowanym poniżej poście.

Niestety moja narzekania wcale się tutaj nie kończą. Kolory tych cieni blakną w ciągu dnia, jakby się wycierały, wyparowywały z powiek. Nawet jak próbowałam się nimi bawić na mokrym korektorze (co nie było wcale przyjemne), to kolor po prostu zanikał… Nie mam pojęcia kto tworzył formułę tych cieni, ale jest naprawdę słabo. 

Zobacz: 9 sposobów na osypywanie cieni

L'oreal Berry Much Love recenzja

Berry much love or hate?

Nie przygotowałam dla Was żadnego makijażu, bo nie lubię tej palety. Sięgałam po nią bardzo niechętnie i to tylko dlatego, że bardzo chciałam Wam o niej powiedzieć coś dobrego. Cieszę się, że może już wylądować w śmietniku. Nic więcej z niej nie wyciągnę i nie oddam jej nikomu, bo łatwo przez nią zniechęcić się do malowania. Nie mogę powiedzieć, że jest tragicznie bo da się z niej COŚ wyciągnąć. Jakieś lekkie dzienniaczki coś naprawdę delikatnego – owszem, ale nie za taką cenę! Mamy aktualnie na rynku TAKI wybór palet, że za ponad 100zł możemy znaleźć coś znacznie lepszego. Dobrym przykładem są palety Affect, które przez mojego bloga już się przewinęły niejednokrotnie. Paleta Rimmel Magnifeyes Spice Edition jest znacznie przyjemniejsza w użytkowaniu i jest tańsza. Ponoć te z Paese też są świetnej jakości więc… Po co kupować taki badziew skoro można wydać te pieniądze na coś, co nie wzbudza w nas uczucia beznadziei za każdym razem kiedy tego używamy?

No właśnie.

Zobacz: Affect Naturally Matt | czy warto ją kupić?

Macie jakieś doświadczenie z paletami drogeryjnymi? Macie swoich ulubieńców? Dajcie znać czy miałyście okazję używać tej palety i jakie jest Wasze zdanie na jej temat.

- aGwer

Udostępnij to: