Niedzielnik | Żółwie aż do końca, plany na marzec, WordPress i włosowa katastrofa

Żółwie aż do końca

Dzień dobry w niedzielę! Tym razem witam Was w niedzielne popołudnie. Mam nadzieję, że Wasz tydzień był udany, a przed Wami kolejne produktywne dni. Ja dziś wieczorem zabieram się za planowanie następnego miesiąca, bo chcę rozruszać pewne kwestie, które w lutym nieco się zakurzyły. Opowiem Wam trochę o włosowej katastrofie, która miała miejsce jeszcze w lutym i zdradzę co planuję na marzec, nie tylko z włosami. Opowiem Wam też o niesamowitej książce Żółwie aż do końca, którą naprawdę warto przeczytać. Jeżeli macie ochotę spędzić ze mną kawałek niedzielnego popołudnia, to chwytajcie za kubki z kawą i zabierajcie się do lektury.

• Jak zaczęłam nowy rok?

• Kozacki serial i porno w restauracji

WordPress – czyli wielkie zmiany na blogu

Nad przejściem na WordPressa myślałam dobre kilka lat. Gdyby nie mój strach i stres związany z przeniesieniem bloga, już co najmniej od 3 lat blogowałabym na WordPressie. Bo pewnie nie wiecie, ale już kiedyś się tutaj przenosiłam. Z podkulonym ogonem wróciłam na Bloggera i teraz troszkę żałuję. Nie mam zamiaru jednak tego roztrząsać, bo w końcu podjęłam tę decyzję i jestem na WordPressie od ponad dwóch miesięcy. Z jednej strony bardzo się boję, a z drugiej cieszę się, że wskoczyłam na kolejny poziom. Przeraża mnie ilość pracy, jaka wciąż na mnie czeka, ale mam nadzieję, że w przyszłości przyniesie to pozytywne skutki. Muszę edytować ponad 800 tekstów, i nie jestem nawet w 1/4 więc rozumiecie moje przerażenie. Muszę popracować nad SEO i dowiedzieć się jak poradzić sobie z błędem 404 i zoptymalizować stronę pod wyszukiwarki. Statystyki spadły mi drastycznie i boję się, że przeniesienie na WordPressa, to był strzał w kolano i już się z tego nie podniosę, ale muszę być dobrej myśli. Jeżeli blogujecie na WordPressie i macie dla mnie jakieś wskazówki – chętnie przyjmę porady! Dla mnie to wciąż trochę czarna magia… Nawet zastanawiam się nad podjęciem jakiegoś kursu SEO.

Żółwie aż do końca

Żółwie aż do końca, John Green

Nie spodziewałam się, że ta książka aż tak bardzo mi się spodoba. Przeczytałam łącznie cztery pozycje Johna Greena i tylko dwie z nich naprawdę mi się spodobały. „Szukając Alaski” i „Papierowe miasta” ciężko mi się czytało i jedynie „Gwiazd naszych wina” spowodowało, że sięgnęłam po „Żółwie aż do końca”. O czym jest ta książka? Tak naprawdę ciężko mi to powiedzieć. Aza jest wyjątkową dziewczyną, która boryka się z problemami, które ówcześnie spotykają wielu z nas. Poszukiwania miliardera, odbudowa starej znajomości i walka z samą sobą, pozwala Azie zrozumieć, że walka o siebie jest niezwykle istotna. To książka o… życiu? Borykaniu się z problemami? O tak głębokim siedzeniu we własnej głowie, że świat przestaje mieć znaczenie? Nie wiem. Ale jest zabawna, wzruszająca i wzbudzająca masę emocji. John Green obronił się tą pozycją i jestem pewna, że jeszcze sięgnę po jakąś jego książkę. Bardzo bym chciała żebyście przeczytały „Żółwie aż do końca”, choć jednocześnie nie chcę Was do niej zachęcać, bo to… specyficzna książka. Szybko wciąga, szybko się rozwija i równie szybko się kończy, a otwarte zakończenie skłania do refleksji.

Żółwie aż do końca

Plany na marzec

W marcu planuję sporo zmian przede wszystkim w systemie mojej pracy. Zauważyłam już jakiś czas temu, że pracując w domu najlepiej sprawdzają mi się „sekwencje czasu”. Choć • metoda pomodoro bardzo mi pomogła, chcę ją nieco zmodyfikować pod własne potrzeby. Chcę sprawdzić czy system godzinowy będzie przynosił lepsze rezultaty, a moje dni będą bardziej produktywne. Zamiast dzielić swój czas na 25 minut  5 minut przerwy, postanowiłam spróbować podziału 1h na 15 minut. Chciałabym też ograniczyć pracę do 8h dziennie i wolnej niedzieli. Bo niestety pracoholizm działa u mnie na pełnych obrotach 24h. Marzec będzie miesiącem eksperymentów jeżeli chodzi o moją organizację, bo wpadłam na pewien pomysł. Jako freelancer zajmuję się wieloma rzeczami poza blogiem. Prowadzę grupę na FB, piszę teksty na zlecenie, robię zdjęcia, działam w SM i pochłania mi to masę czasu. Wymyśliłam, że spróbuję każdy dzień tygodnia (no prawie każdy) przeznaczyć na inne obowiązki. Jestem ciekawa czy w ten sposób uda mi się ogarnąć moją codzienność lepiej, bo znowu zapanował lekki chaos. Plany na marzec są ambitne, bo mam sporo pracy i mam nadzieję, że uda mi się to ogarnąć bez większego stresu.

Poza tym głównym planem na marzec jest ogarnięcie moich włosów. Tak! Szykuje się kolejna wizyta u fryzjera, który (mam nadzieję) opanuje to, co się na mojej głowie wydarzyło w lutym. Na pewno zrobię Wam relację na Insta Stories (agwer_blog), więc śledźcie uważnie!

Żółwie aż do końca

Włosowa katastrofa

Nie wiem czy pamiętacie, ale w lutym postanowiłam zaszaleć z włosami. Zamarzyło mi się ombre, chłodne, płynne i delikatne ombre. Skończyłam z żółtym odrostem i ostrą granicą… Fryzjer do którego trafiłam niestety bardzo dał ciała, a ja próbuję dojść do porozumienia z moimi włosami. Wśród moich planów na marzec jest wizyta u kolejnego fryzjera, wzmocnienie i odżywienie włosów. Zakupiłam cały arsenał maseczek, odpowiednich szamponów, olejków i odżywek. Mam nadzieję, że takie intensywne zmiany nie wpłyną znacznie na ich kondycję. Planuję również powrót do wcierek, które ostatnio dostawiłam. Tutaj mam prośbę do Was, szczególnie do blondynek. Jakie kosmetyki sprawdzają Wam się w pielęgnacji jasnych włosów? Czym je wzmacniacie? Będę wdzięczna za wszystkie wskazówki!

Jaką książkę przeczytałyście ostatnio? Planujecie sięgnąć po „Żółwie aż do końca”?

- aGwer