Kosmetyki bez których nie wyobrażam sobie życia

kosmetyki bez których nie wyobrażam sobie życia

W życiu każdej kobiety znajdują się takie kosmetyki, bez których nie wyobraża sobie życia. Może to podkład z Chanel za 230zł, a może kredka do ust z Golden Rose za 6zł? Każda kobieta ma inne potrzeby, inne wymagania i oczywiście inne zasoby portfela. Dzisiaj nie będę jednak zwracać uwagi na cenę, ale na jakość, która warta jest każdej złotówki. Pokażę Wam kosmetyki bez których nie wyobrażam sobie życia i jeżeli Wy ich nie macie, to nie wiem jak sobie radzicie, ale to jakby… Wasza sprawa. Chcecie poznać moje must have? Zapraszam na post!

Zobacz: 5 kosmetyków, których nigdy więcej nie kupię

smashbox studio skin

Kosmetyki bez których nie wyobrażam sobie życia

Kiedy wpadłam na pomysł napisania tego postu, a było to bardzo, bardzo dawno temu, zadałam sobie dwa pytania. Czy te kosmetyki zabrałabym ze sobą na wyjazd i czy poleciłabym je najlepszej przyjaciółce? W obu przypadkach odpowiedź była twierdząca, więc po kilku latach od powstania pomysłu, zabrałam się za post. Szykując zdjęcia do tego materiału instynktownie sięgnęłam po moje aktualne kosmetyki MUST HAVE, czyli te po które sięgam bez zastanowienia. Na pewno nie raz je już u mnie widziałyście, ale dziś chcę Wam udowodnić, że te kosmetyki to absolutny strzał w dziesiątkę.

Maybelline, Instant Anti-age

Korektor legenda, o którym na blogu wspominam już od 2015 roku, kiedy to używałam go po raz pierwszy. Aktualnie zużywam 6 lub 7 opakowanie tego korektora i wciąż jestem w nim zakochana. Bardzo dobrze kryje, jego efekt można wzmacniać, dobrze wygląda na skórze i nie wysusza. Nie podkreśla zbytnio zmarszczek, nie ciemnieje, nie zbiera się w załamaniach, ma bardzo praktyczne kolory (ponoć wyszły jaśniejsze odcienie!) i choć wiele osób narzeka na gąbeczkę, mi ona nie przeszkadza. Cena, jak za tak świetny produkt również jest w porządku. Na wyjazdach zawsze mam go ze sobą, bo również sprawdza się jako baza pod cienie, polecam wszędzie gdzie tylko się da i… nie wyobrażam sobie bez niego życia!

Smashbox, Studio Skin

Mam wrażenie, że za każdym razem kiedy ktoś mnie pyta o to, jaki podkład polecam, zawsze mówię właśnie o nim. Smashbox Studio Skin, to NAPRAWDĘ dobry podkład. Stosuję go na sobie, ale również na klientkach, których cera jest bardziej sucha od mojej i w obu przypadkach wygląda dobrze. Można budować jego krycie bez efektu ciastka czy maski, jeżeli się ściera, to przyzwoicie i trzyma na twarzy przez długie godziny. Kiedy nie mam czasu na makijaż, pierwsze co robię – sięgam po Studio Skin, który jeszcze nigdy mnie nie zawiódł.

ulubiony podkład smashbox studio skin

ColourPop, Give it to me straight

Choć nie mam jej tak długo jak korektora z Maybelline czy podkładu ze Smashboxa, to paletka ColourPop jest tą, po którą ostatnio sięgam niesamowicie często. Była ze mną w Warszawie, w Świnoujściu i u rodziców, sięgam po nią instynktownie, bo jakość cieni i dobór kolorów bardzo mi odpowiada. Trochę mi przeszkadza, że pylą podczas aplikacji na pędzel, więc paletka dość szybko się brudzi, ale poza tym te cienie są świetne! Dobrze napigmentowane, świetnie się blendują, są trwałe i bardzo przyjemne w pracy. Nie robią plam, ani prześwitów. Czego chcieć więcej? Mnie bardzo podobają się jej kolory, więc aktualnie to mój must have na co dzień i od święta.

Zobacz: 9 sposobów na osypywanie cieni

Fenty Beauty, Killwatt, Lightning dust & Fire crystal

Tak, ja też jestem w szoku, że znalazł się tutaj ten rozświetlacz, ale… Sięgam po niego niezwykle często. Choć wciąż mam z nim love&hate relationship i te drobinki czasami mi przeszkadzają, to jednak używam go właściwie do każdego makijażu. Szczególnie wtedy gdy się spieszę albo po prostu nie wiem na co się zdecydować. Ocień chłodnego szampana tak mi pasuje, że nie mogę mu się oprzeć. Poza tym to rozświetlcz, którego efekt blasku nie zmienia się nawet po kilku godzinach. Pięknie podkreśla policzki i prezentuje się bardzo elegancko. Jestem w szoku, że aż tak go polubiłam, ale cóż w końcu kobieta zmienną jest 😉

Marc Jacobs, Air Blush, 504 Kink & Kisses

Nawet nie wiecie jak uwielbiam ten róż! Zaraz po Deep Throat z NARSa, to mój ulubiony produkt do podkreślania policzków. Ma bardzo zbliżony kolor, do NARSa, choć jest cieplejszy i bardziej wpadający w brzoskwinię. Dzięki temu daje niezwykle odmładzający efekt na skórze, co bardzo mi się podoba. Dobrze się trzyma i nie da się z nim przesadzić, bo rozciera się niezwykle łatwo. Trafił do mnie z okazji urodzin w prezencie od mojej Alicji i od tego czasu jest to kosmetyk, bez którego nie wyobrażam sobie życia! Na blogu przeczytacie jego recenzję, bo zdecydowanie zasłużył na osobny post: Marc Jacobs, Air Blush Kink & Kisses.

fenty beauty rozświetlacz sephora

Semilac, top no wipe

Z kosmetyków mniej kolorowych, ale za to niezwykle praktycznych jest Top No Wipe marki Semilac. Nie macie pojęcia jaka byłam szczęśliwa, kiedy pojawił się w sprzedaży! Wiem, że przetarcie ostatniej warstwy lakieru wacikiem to tylko 2s, ale jaka to oszczędność czasu jak ktoś zmienia często paznokcie (a ja się szybko nudzę :P). Poza tym Top No Wipe daje wysoki połysk, nie ściera się, nie pęka, jest trwały i nadaje się do stosowania pod pyłki.  Szybkość i wygoda pracy, świetna trwałość w duecie z jakością to coś, co bardzo cenię i dlatego uwielbiam ten top!
Zobacz: Pomadki Semilac czy warto je kupić? | recenzja i swatche

Garnier, Płyn micerlarny 3 w 1 

Jestem całkowicie przekonana, że wszyscy znacie ten płyn. Odstawiłam go na prawie pół roku, żeby znów do niego wrócić, co wiecie co? Nie znalazłam lepszego w podobnej cenie, choć szukałam namiętnie. Inne płyny albo szczypały w oczy albo dawały efekt ściągniętej skóry lub nie domywały makijażu (sic!), nawet tego codziennego. Mogły sobie nie poradzić z wodoodporną mascarą czy podkładem, ale ze zwykłym tuszem? Garnier płyn micelarny 3 w 1, to jeden z tych produktów, który sprawdza się rewelacyjnie w każdej kategorii. Nie szczypie, nie podrażnia, doskonale zmywa makijaż i nie wysusza skóry. Choć nie ma idealnego składu, to sprawdza się naprawdę bardzo dobrze! Dużą konkurencją jest płyn z Eveline Facemed+, ale muszę go jeszcze dokładniej przetestować. Jeżeli znacie godnego zamiennika płynu z Garniera w podobnym przedziale cenowym – koniecznie dajcie znać!

płyn micelarny garnier

Cała siódemka jest ze mną od dawna, jedne kosmetyki dłużej, inne krócej, ale wciąż chętnie po nie sięgam. Fakt, że jakiś kosmetyk jedzie ze mną w podróż świadczy o tym, że bezapelacyjnie można na nim polegać.

Co znalazłoby się na Waszej liście kosmetyków, bez których nie wyobrażacie sobie życia?

- aGwer