Rozświetlacz Stila i Magnificent Metals, Rose Gold Retro

rozświetlacz-stila

Rozświetlacz Sila chodził za mną od wielu miesięcy. Długo się na niego nie decydowałam, bo moja „toaletka” nie mieści już wszystkich moich kosmetyków, a rozświetlaczy mam zdecydowanie za dużo. Obejrzałam chyba wszystkie filmy na YT, w której youtuberzy opowiadali o tym rozświetlacz i postanowiłam go kupić. Jakieś dwa tygodnie później poleciła go na swoim kanale Maxineczka, co utwierdziło mnie w przekonaniu, że to musi być dobry produkt. Czy faktycznie taki jest? Odpowiedź znajdziecie w dzisiejszym poście, w którym opowiem Wam też o niesamowitym cieniu, tej samej marki, w którym zakochałam się oglądając makijaże zagranicznym youtuberek.
rozświetlacz-stila

Rozświetlacz Stila, Heaven’s Hue Highlighter, Kitten

Rozświetlacz Stila, Heaven’s Hue Highlighter, w odcieniu Kitten zamknięty jest w złotym, plastikowym opakowaniu. Jest dość lekkie, solidnie wykonane i wizualnie do mnie trafia, choć kolorystycznie to średnio moja bajka. W zależności od tego gdzie go kupicie, ceny wyglądają bardzo różnie. Ja zamówiłam go na Cult Beuaty i za 10g produktu zapłaciłam ok. 130zł. Nie jest to najtańszy rozświetlacz jaki miałam i niestety, nie należy również do najlepszych.
Stlia zaskakuje przede wszystkim niespotykaną konsystencją. Na zdjęciu może znacznie tego nie widać, ale nie jest to produkt wypiekany, prasowany ani kremowy. Mówiąc w skrócie: jest pomiędzy. Dotykając go mocniej, możemy go odkształcić z czym wcześniej się nie spotkałam. Mam wrażenie, że w dotyku jest jak mokra, kremowa plastelina. Myślę, że dzięki tej unikatowej konsystencji zawdzięcza wykończenie jakie daje na skórze. Odcień Kitten jest przepiękny, dla mnie to bardzo naturalny kolor, lepszy ocień naszej skóry. Jest lekko szampański, ale bardzo neutralny. Wydaje mi się, że powinien pasować większości typów urody.
Po wszystkich recenzjach jakie obejrzałam miałam wrażenie, że będzie bardziej błyszczący, a efekt będzie intensywniejszy. Żeby jednak uzyskać pożądany błysk zawsze muszę trochę pokombinować. Nałożony bezpośrednio palcem postawia na skórze delikatny blask jakby mokrej skóry. W świetle dziennym ledwo go widać. Jako fanka mocnego błysku musiałam dokładać kilka warstw żeby uzyskać zadowalający mnie efekt. Pędzlem trwało to wieczność i niezależnie od tego jakiego modelu użyłam, to zawsze trwało to zdecydowanie za długo. Znacznie lepszy efekt jestem w stanie osiągnąć aplikując go w strategiczne miejsca za pomocą palca. Minusem tej metody są brudne palce, czego ja osobiście bardzo nie lubię. Znalazłam na niego jednak inny sposób i nakładam go trzykrotnie za pomocą pędzla. Po pierwsze na nieprzypudrowany podkład, następnie po przypudrowaniu dokładam kolejną warstwę i na koniec twarz pryskam mgiełką, wodą termalną lub fixerem i na to nakładam ostatnią warstwę. Jeżeli efekt mnie nie zadowala dokładam kolejną i w ten sposób jestem w stanie uzyskać mocny, intensywny połysk, czyli taki jak lubię.
Czy ten rozświetlacz wart jest takiego zachodu? Uważam, że zdecydowanie nie. Możemy nim uzyskać piękny efekt mokrej, mocno rozświetlone skóry. Trzyma się na buzi cały dzień, chociaż mam wrażenie, że po 6-7 godzinach delikatnie blaknie, ale znam produkty, z którymi pracuje się łatwiej, a są zdecydowanie tańsze.
rozświetlacz-stila
rozświetlacz-stila

Stila, Magnificent Metals Glitter & Glow Liquid Eye Shadow, Rose Gold Retro 

Nie jestem typową sroką, ale to już pewnie wiecie. Lubię mieć intensywny rozświetlacz na policzkach, lubię jak coś błyszczy na oku, ale nie mam na tym punkcie bzika. Od czasu do czasu mam ochotę żeby coś pięknie się świeciło i to mocno. Skoro pokazałam Wam rozświetlacz marki Stila, nie mogłam od razu nie wspomnieć o płynnym cieniu, który nabyłam w tym samym zamówieniu. Cienie Magnificent Metals Glitter & Glow Liquid Eye Shadow (ok. 110zł) pokazały się już mniej więcej rok temu na amerykańskim Youtube i od razu przykuły mój wzrok. To nowa odsłona foliowych cieni Magnificent Metals Foil Finish Eye, a może nie odsłona, ale stopień wyżej. 

Plastikowe, eleganckie pakowanie ponownie kryje w sobie nietuzinkową konsystencję. To faktycznie kremowy, prawie płynny cień, który ma zatopionych w sobie multum drobinek. Aplikator, który wygląda jakbyśmy go wyciągnęły z płynnej pomadki jest bardzo wygodny i pozwala na precyzyjną i dokładną aplikację cienia. Ładnie wygląda, dobrze się nim pracuje, a opakowanie jest wykonane solidnie.

Kolor Rose Gold Retro jest przepiękny. Nie uwierzę, jeżeli ktoś mi powie, że mu się nie podoba, bo to po prostu niemożliwe. Jest fantastyczny. To różowe, szampańskie złoto, z shimmerem, brokatem i drobinkami, które intensywnie odbijają światło. Szkoda, że bardzo szybko i w wielkiej ilości się osypują. Niestety konsystencja cienia zbiera się w załamaniach robią się dziury i prześwity, a już po krótkim czasie tworzą się nieestetyczne plamy. Na odpowiednio przygotowanej i wcześniej przypudrowanej powiece ten problem pojawia się później, ale i tak się pojawia. To kolejny kosmetyk, na który trzeba było znaleźć sposób. Jeżeli po zrobieniu makijażu spryskam twarz + oczy fixerem, wtedy drobinki trzymają się nieco lepiej, ale tak czy siak opadają, a cień zbiera się w załamaniach.

rozświetlacz-stila
rozświetlacz-stila

Czy warto kupić cień albo rozświetlacz marki Stila?

Oba produkty wyglądają zjawiskowo, są oryginalne i wyjątkowe na swój sposób. Niestety oba są też bardzo drobie, a jeżeli zamówicie je na polskich stronach do cen, które podałam musicie dodać co najmniej 100zł do każdego z nich. Mają sporo wad i mimo przepięknych kolorów, cudownego błysku, znam produkty, które mogą dać lepszy lub bardzo zbliżony efekt za znacznie mniejsze pieniądze. Chociażby folia z Makeup Revolution czy wcześniej podlinkowany rozświetlacz z Lovely. Bardzo bym chciała polecić Wam te produkty, powiedzieć, że warto je kupić mimo ich bardzo wysokiej ceny, ale niestety nie mogę. Uważam, że nie warto. Po prostu na tę jakość jaką otrzymujemy, nie warto wydać takich pieniędzy.
Nie wyrzucę ich, pobawię się nimi i na pewno zużyję do końca. Będę szukać sposobu na cień, bo byłby genialną opcją na sylwestra i jeżeli go znajdę – dam znać. Na ten moment mimo wielkiej miłości do efektu jakie dają te produkty, ich kolorów i ich niespotykanych konsystencji nie mogę Wam ich polecić. 

Czy Wam też zdarzały się takie drogie rozczarowania?
- aGwer