niedzielnik #24 | wizyta w siedzibie Pierre Rene, nowy aparat i Sephora Open Door

Za mną na prawdę bardzo intensywny tydzień. Nie do końca ogarnęłam kiedy się zaczął, a już mamy niedzielę i kolejny niedzielnik. Październik przywitał nas piękną pogodą, prawdziwą złotą jesienią, a ja nie mogę być bardziej zadowolona z tego powodu. Choć nie miałam niestety tyle czasu na czytanie co bym chciała, mam nadzieję, że od jutra będę mogła to nadrobić. Początek października obfitował u mnie w sporo pracy i wyjazdów, a kiedy wyjazdy są blisko związane z blogowaniem, tym bardziej sprawiają mi przyjemność. Dziś opowiem Wam o wizycie w siedzibie Pierre Rene i czemu się tam znalazłam oraz jak było na wydarzeniu Sephora Open Door w Warszawie. Kto ze mną zostaje? Ostrzegam, będzie mega dużo zdjęć!

Nowy aparat! 

Miałam zacząć od wyjazdów, przygód i #bloggerlife, ale najpierw muszę się pochwalić. Wybaczcie, ale moja próżność wygrała. Myślcie sobie co chcecie, ale tak bardzo się cieszę, że muszę się tym z Wami podzielić! Doczekałam się wymiany aparatu! W KOŃCU. Nie to, żeby mój Nikon D5100 był zły, bo nie był. Miałam jednak wrażenie, że zaczął mnie ograniczać i nawet moja kreatywność nie bardzo była w stanie mi pomóc. Bardzo lubiłam ten aparat, ale zawsze CZEGOŚ mi w nim brakowało. Już dwa lata temu chciałam całkowicie przenieść się z Nikona do konkurencji, ale rozsądek wygrał z sercem. Po co kupować nowy sprzęt, skoro mogę tylko dokupić obiektyw? Tym sposobem znowu zostałam z Nikonem. Tym razem postanowiłam nie słuchać głosu rozsądku i w końcu zrobić ten krok, o którym myślałam od dawna. Kupiłam nowy aparat. Zrobiłam research, porozmawiałam z kilkoma osobami i zdecydowałam się na aparat Canon 80D oraz obiektyw 35 mm f/2.0 i nie mogę wyjść z podziwu jak szybko go ogarnęłam. Dotykowy ekran, przesyłanie zdjęć od razu na telefon albo komputer? Dopiero odrywam ten aparat i jeszcze dobrze go nie przetestowałam, ale pierwsze testy zaparły mi dech w piersiach. Dziś zabieram go na miasto i trochę się zabawimy, mam nadzieję, że mnie nie zawiedzie.


Zapomniałabym! Jeżeli pozwolą i na to warunki i czas, zabiorę się też w końcu za rozkręcenie kanału na YT. Mam kilka pomysłów i mam nadzieję, że uda mi się je zrealizować. Na sam początek, jaki chciałybyście zobaczyć makijaż jako pierwszy?

Siedziba Pierre Rene

Może nie wiecie, ale w tym roku mój blog został wyróżniony statuetką Beauty# na konferencji Meet Beauty. Otrzymałam śliczną statuetkę, ogromną paczkę kosmetyków i zaproszenie na weekend w spa w Ustce  w hotelu Grand Lubicz. Zawitałam w tej miejscowości na początku października i miałam niesamowitą przyjemność odwiedzić i obejrzeć od środka siedzibę marki Pierre Rene, która znajduje się właśnie w Ustce. Przyznam się bez bicia, że tę markę często omijałam będąc w drogerii. Czemu? Trudno mi powiedzieć, bo niewiele produktów Pierre Rene miałam okazję używać i nie miałam czym się  rozczarować. Teraz na pewno będę miała okazję poznać ją z bliska, bo mam w zanadrzu sporo kosmetyków do testów, ale dzisiaj nie o tym.


Ten wyjazd był mi potrzebny. Doszłam do tego momentu, kiedy czułam po prostu, że potrzebuje chwili dla siebie. Czułam, że powoli zaczynam nie dawać rady i za dużo rzeczy robię na raz. Zaczęłam się po prostu gubić i wiedziałam, że jeżeli chwile nie odsapnę, to w końcu coś pęknie. Trzy dni oderwania od codzienności to idealny sposób na relaks. Spacery nad morzem, czytanie książki w mega wygodnym łóżku, błogie lenistwo i relaks. Potrzebowałam tego, naładowałam baterię i wróciłam do pracy pełna pomysłów i nowej energii.


Wizyta w siedzibie marki Pierre Rene była dla mnie naprawdę miłym doświadczeniem. Okazała się całkowicie spontaniczna, ale to chyba jest w takich sytuacjach najprzyjemniejsze. Podczas spotkania z Magdą, dowiedziałam się kilku naprawdę fajnych rzeczy o marce. Czy wiecie, że wszystko zaczęło się od… mężczyzny? To niesamowite, że pierwszy właściciel marki postanowił stworzyć imperium, które od dwudziestu lat prężnie się rozwija. Kolejnym zaskoczeniem był dla mnie fakt, że najbardziej kultowym produktem jest tusz do rzęs zamknięty w jasno zielonym opakowaniu i jako jedyny nie przeszedł wizualnych zmian. Wciąż można go kupić w takim samym opakowaniu, jak 20 lat temu. To naprawdę fajne, że marka tak pamięta o swoich początkach, a klientki wciąż sięgają po ten kultowy produkt. Poza tym, czy wiecie, że kosmetyki Pierre Rene nie są rozlewane maszynowo? Każdy zakupiony przez Was kosmetyk był przygotowany przez pracownika marki. Niesamowicie mnie to urzekło, ten element ludzki, który w takich korporacjach coraz częściej zanika, tutaj jest na porządku dziennym.
Choć czas miałam mocno ograniczony, Magda zabrała mnie na zwiedzanie siedziby. Miałam przyjemność obejrzeć jako pierwsza, prototyp wysp, które będą pojawiać się w wielu miastach w Polsce i na świecie. Byłam świadkiem prasowania cieni, przekładania pomadek do opakowania, widziałam wszystkie masy kosmetyczne, opakowania, rozlewnie lakierów i to było naprawdę niesamowite doświadczenie. Nie wiedziałam, że marka ma tak głębokie korzenie, że kosmetyki są tworzone z taką starannością i cieszę się, że miałam okazję i możliwość odwiedzić to miejsce. W związku z tym dziękuję marce Pierre Rene za zaproszenie do hotelu i do siedziby oraz przesympatycznej Magdzie, która znalazła czas aby się mną zająć. Cieszę się, że miałam okazję znaleźć się w miejscu, gdzie kosmetyki są tworzone z taką pasją i zaangażowaniem.

Sephora Open Door

W tym roku po raz pierwszy uczestniczyłam w wydarzeniu Sephora Open Door. Właśnie z tym wiązała się moja ostatnia podróż do stolicy, ale wiecie co? Było warto! Naoglądałam się niesamowitych nowości, które już niebawem pojawią się w sprzedaży i muszę Wam powiedzieć, że będzie sztos! Samo wydarzenie było świetnie zorganizowane, świąteczna otoczka, klimat i wystrój zdecydowanie wprowadzały w świąteczny klimat. Zdradzę Wam, że już niebawem w Sephorze pojawi się sporo ciekawych kosmetyków, a prawdopodobnie w listopadzie wejdzie do sprzedaży marka Sigma Beauty. Bardzo mnie to cieszy, bo uwielbiam ich pędzle. Z tego co wiem początkowo będą dostępne tylko online, jak będzie później to nie wiem. Nie zmienia to faktu, że ta informacja bardzo mi się podoba.
➥  Czy warto kupić pędzle Sigma?

Jak było na Sephora Open Door? Mega sympatycznie! Bardzo się cieszę, że w końcu, W KOŃCU miałam okazję poznać dziewczyny, z którymi kontakt miałam tylko online. Tutaj pozdrawiam dziewczyny z Milenę i Ilonę, Agatę, Justynę, Olę i kolejną Justynę. Ponownie spotkałam blogerki, które bardzo lubię i żałuję, że miałam tak mało czasu żeby z każdą porozmawiać dłużej niż przez 3 minuty. Niestety pośpiech i perspektywa długiej podróży nie pozwoliły mi zostać do końca, ale następnym razem na pewno kupuję zdecydowanie późniejszy pociąg! Obejrzałam wszystkie zapowiadane nowości, pomacałam masę pięknych kosmetyków i nawiązałam nowe znajomości. Właśnie to kocham w takich wydarzeniach. Chociaż ja raczej należę do osób, które wolą stać z boku i obserwować, to w blogerskim towarzystwie zawsze czuję się doskonale.



Bawiłam się doskonale! Chociaż ostatni tydzień był pełen wrażeń, to kiedy wróciłam wreszcie do domu poczułam, że tego było mi trzeba. Zarówno wyprawa do Ustki jak i podróż do Warszawy zamiast mnie zmęczyć dodały mi energetycznego kopniaka. Odpoczynek w towarzystwie przesympatycznych ludzi, morskiego świeżego powietrza, kosmetyków i książek to coś, co lubię najbardziej. Czego chcieć więcej?


A jak minął Wasz tydzień?

- aGwer