Makeup Geek matte eyeshadows

          Nadeszła pora na kolejną odsłonę cieni Makeup Geek, tym razem przyjrzę się z bliska matowym cieniom tej marki. Jakiś czas temu dostałam nowości w swoje łapki, więc pora podzielić się opinią. Znam te cienie już dość dobrze, bo moje pierwsze zamówienie obejmowało między innymi kilka matów. Dzisiejszy post to nowe kolory i nowe formuły matowych cieni. Jesteś ciekawa jak się prezentują, jaką mają trwałość i czy warto je ściągnąć do Polski? Wszystkie informacje w dzisiejszym poście!

cienie-makeupgeek

       Jeżeli nie wiesz jakich cieni użyć do makijażu dziennego, który zazwyczaj jest delikatniejszy i mniej wyzywający – sięgaj po cienie matowe. To zawsze sprawdzona i pewna opcja. Osobiście jestem wielką fanką matowych cieni i bardzo często maluję się za ich pomocą. Jest to mój codzienny, oczywisty wybór, sięgam po nie automatycznie każdego dnia. Nie zawsze są to oczywiście cienie makeup geek, chociaż to właśnie one zdominowały ostatnio mój makijaż, nie tylko codzienny, ale i wieczorowy. Zaraz przekonasz się dlaczego.
cienie-makeupgeek

          Matowe cienie Makeup Geek mają gramaturę, wielkość i wygląd taką jak wszystkie cienie tej firmy. Pisałam już o cieniach foliowych, duochromach i nie tylko, więcej: [TUTAJ]. Jednakże z matami nie jest taka łatwa sprawa jak z resztą produktów. Chociaż kolory są niesamowite i nie do zastąpienia, to niektóre z nich są początkowo nieco trudniejsze w obsłudze. Zauważyłam,że niektóre cienie lubią być bardziej kremowe niż drugie. Jedne sypią się mocniej (choć to zdecydowana mniejszość), drugie znacznie mniej. Ewenementem w tej kwestii jest Peach Smoothie, który nawet przy delikatnym dotknięciu tworzy w okół siebie małą pustynię. 
           Naprawdę chwalę sobie maty od Makeup Geek. Na swatcha widać jednak, że cienie mają nierówną pigmentację i chociaż cienie z pierwszego zdjęcia wyglądają pod koniec nie tak intensywnie, to w rzeczywistości i podczas pracy ten efekt jest znacznie lepszy. Zresztą w wielu moich makijażach możecie oglądać cienie w akcji, co świadczy o tym, że są świetnej jakości. Nie będę jednak ukrywać, że faktycznie z cieniami bywa różnie.

cienie-makeupgeek
          Najnowsze kolory są fenomenalne, perfekcyjnie trafiają w mój gust szczególnie te fioletowo, brązowe szarości z różami. Totalnie mój klimat. Chociaż muszę przyznać, że zarówno Marocco jak i Time Travel bardzo mnie urzekły. Jak z wieloma cieniami MUG można je nakładać na sucho, na mokro, a nawet zrobić z nich eyeliner (za pomocą duraline). Co zadziwiające, świetnie trzymają się solo na linii wodnej. Kolory jakie są na zdjęciach to:
  • Motown – ciemny, chłodny fiolet, który momentami wpada nawet w brąz
  • Cherry Cola – cudowny, bordowy brąz z domieszką żurawiny
  • Vintage – ciemny, chłodny brąz podbity fioletem
  • Americano – mocny, ciemny brąz, podbity czerwienią
  • Concrete Jungle –  taupe wpadający mocniej w brąz z fioletowymi podtonami
  • Curfew – cieplutki, klasyczny fiolecik
  • Fairytale – jasny, chłodny fiolet z domieszką szarości
  • Bedrock – jasny, klasyczny cień taupe
  • Petal pusher – zgaszony, brudny róż, taki Dusty Rose ABH na powieki
  • Confection – jasny zgaszony róż, idealny do blendowania
  • Carnival – jasny, mocno podbity różem fiolet
  • Stealth – klasyczna szarość
  • Boo Berry – który na żywo jest zgaszonym granatem (bardzo niefotogeniczny)
  • Time Travel – piękny, głęboki szafirowy granat
  • Echanted Forest – kolor ciemnej butelkowej zieleni
  • Peach smoothie – kultowy odcień MUG, jasna brzoskwinia
  • Sorbet – jaśniutki róż z brzoskwiniowym podbiciem
  • Fiji – jedyny mat z drobinkami, intensywna jasna zieleń
  • Marocco – intensywna, ciepła pomarańcza z czerwonymi tonami
  • Dragonfly – intensywny, mocno zielony turkus

cienie-makeupgeek

          Robiąc swatche kolejność pokręciłam na samym końcu, ale mam nadzieje, że bez problemu widać, które kolory są w złej kolejności. Jak widzicie pigmentacja jest naprawdę różna. Jak niektóre fiolety i brązy są słabsze, to te ciemniejsze i bardziej intensywne kolory powalają pigmentacją. Zastanawiam się jednak, czy problem nie tkwił w pierwszej warstwie, która była po prostu słabsza i jakby trzeba ją było po prostu zetrzeć żeby dotrzeć do docelowego cienia. Teraz cienie bez najmniejszych problemów dzielą się swoją pigmentacją i są bardziej kremowe. 
         Ja lubię te cienie głównie dlatego, że genialnie się blendują. To taka przyjemność mojej pracy, kiedy mogę rozcierać i rozcierać, a one wciąż wyglądają dobrze. Świetnie łączą się ze sobą, tylko nieznacznie tracą kolor podczas blendowania (czepiam się) i są naprawdę wielorakiego zastosowania. Nie jeden raz używałam ich do wykonturowania twarzy czy zabawy z brwiami. Ponadto uważam, że mają bardzo przyzwoitą trwałość. Nałożone na korektową bazę potrafią wytrzymać naprawdę długo, choć te jaśniejsze cienie lubią nieznacznie uciekać w ciągu dnia.
cienie-makeupgeek

          Będę szczera i powiem, że nie są to cienie idealne. Ja je lubię i przyjemnie się na nich pracuje, ponadto uważam, że ogromny wybór kolorystyczny daje im przewagę nad innymi markami. Fakt, że można je kupić solo również przemawia na plus. Dla mnie są to zdecydowanie lepsze cienie niż chociażby te, które proponuje Inglot. Są też trochę droższe, bo kosztują po przeliczeniu na złotówki ok 23zł, ale to naprawdę dobra cena za taką jakość. Za pojedyncze cienie MAC płaci się ok 54zł i moim zdaniem, nie są tak dobre jak bohaterowie dzisiejszej notki.
         Cienie MUG można już kupić w kilku drogeriach internetowych, ale często ich cena przekracza 35zł, a zamawiając z kimś od producenta nawet z wysyłką można się zamknąć w mniej niż 30zł/szt.
          Czy polecam? Tak. Jeżeli stawiasz na wysoką jakość, szukasz ciekawych kolorów i nie boisz się eksperymentować z makijażem, poznawać nowości i cena Cię nie przeraża – nie masz się nad czym zastanawiać. Są to świetne produkty, dobrej jakości za niewygórowaną cenę.
Znasz cienie MUG? A może sama chciałabyś je kiedyś sprawdzić?
- aGwer