# Ulubieńcy kwietnia

          Mamy połowę maja, a ja jeszcze nie pokazałam Wam moich kwietniowych ulubieńców, chociaż zdjęcia już dawno miałam gotowe. Toż, to niedorzeczne! Czym prędzej naprawiam swój błąd i z wielką przyjemnością przedstawiam wam osiem kosmetyków, które w kwietniu świetnie się u mnie sprawdziły. Niektóre po raz pierwszy, inne już któryś raz z kolei. Jak zwykle dominuje u mnie kolorówka, ale i znalazł się jeden pielęgnacyjny gagatek. Zapraszam Was na ulubieńców kwietnia!
Ulubieńcy

          Jaki makijażowa maniaczka, znów pokażę Wam właściwie same kosmetyki kolorowe. Postanowiłam jednak, że w mają zwrócę większą uwagę na pielęgnacje, w końcu też jej używam i niektóre kosmetyki warto Wam pokazać. W związku z tym zacznę od jedynego pielęgnacyjnego rodzynka w zestawieniu ulubieńców kwietnia.
Murier Caviar Impact eye – czyli krem pod oczy, który testuję już od długiego czasu. Od kiedy go używam zauważyłam, że moja skóra pod oczami wygląda znacznie lepiej. Oczy nie są takie zmęczone i zasinienia się zmniejszyły, a skóra jest napięta i mam wrażenie lepiej nawilżona. Jest bardzo wydajny, nieziemsko szybko się wchłania i całkiem przyjemnie, choć bardzo delikatnie pachnie. Szerszą recenzję znajdziecie na pewno już niebawem, gdzie omówię bliżej całą serię Cariar Impact.

Ulubieńcy
Too faced Chocolate Bar – już chyba po raz trzeci pojawia się w ulubieńcach, ale co ja poradzę że ciągle mnie zachwyca? Jestem nią oczarowana i nie mam zielonego pojęcia dlaczego nie napisałam jeszcze jej recenzji. Cienie są mega napigmentowane, długo się trzymają i są naprawdę wyjątkowe. Uwielbiam całą paletę i nie wyobrażam już sobie bez niej mojego kufra, szczególnie jeżeli mam troszkę więcej czasu.
Urban Decay Naked Basics 2 – od kiedy ją mam, czyli od świąt wielkanocnych jest to mój codzienny must have jeżeli mam ograniczony czas. Wszystkie cienie są tak napigmentowane, że raz dwa mogę sobie zrobić makijaż dzienny, czy to delikatniejszy, czy z mocniejszym akcentem. Idealna na wyjazdy, jak i do torebki. Recenzja się pisze, więc maj będzie obfitował w paletki!
MAC pigment Vanilla – nie byłam co do niego przekonana, ale niezmiernie się cieszę, że go kupiłam. Jest piękny, mocny i intensywny, a jego uniwersalność powala na kolana! Jestem oczarowana i od kiedy go mam, właściwie użyłam go na każdej modelce i przy wielu moich makijażach dziennych.
Peggy Sage Dreamy cils mascara – czyli tusz do rzęs, który świetnie daje radę! Bardzo go lubię za dobre rozczesanie rzęs, mocną czerń, naturalne wydłużenie i niezłą trwałość. Testuję go już od dłuższego czasu i zabrałam się za pisanie recenzji, bo warto lepiej poznać ten tusz. Jestem z niego bardzo zadowolona, i nie bez powodu trafił do ulubieńców kwietnia.
ulubieńcy
GOSH prime’n’set – czyli w sumie produkt dwa w jednym, ponieważ jest to zarówno baza jak i puder utrwalający. Możemy używać go pod podkład i w tej roli sprawdza się genialnie, bo bardzo długo trzyma mat jak i znacznie wydłuża trwałość podkładu. Jestem z niego bardzo zadowolona, szczególnie że zbliża się okres, gdzie moja skóra zacznie intensywniej pracować i mam nadzieję, że i latem dobrze się spisze. Super produkt, jemu też poświęcę osobną notkę.
KOBO matt bronzing&contouring powder Nubian Desert – czyli jeden z moich ulubionych ostatnio bronzerów do konturowania twarzy. Ma fajny pigment, choć może nie tak mocny jak Bahama mama, ale jego chłodny kolor dobrze sprawdza się na wielu odcieniach skóry. Ma przyzwoitą trwałość, dobrze się rozciera i ładnie wygląda na twarzy, ponadto ma całkiem przyjazną cenę.
NARS deep throat – czyli idealny brzoskwiniowy róż. Całkowicie się w nim zakochałam, a delikatne rozświetlenie jakie daje sprawia, że moja twarz wygląda promieniście, zdrowo i bardzo naturalnie. Uwielbiam go i trudno będzie mi znaleźć dla niego godnego zastępce, dobrze że jest wydajny, bo miałabym problem. Cud miód i orzeszki!

blog kosmetyczny

          Te osiem produktów pokochałam w kwietniu, do niektórych serduszko zabiła mi mocniej po raz pierwszy, a niektóre kocham miłością niezmienną już od jakiegoś czasu. Są to produkty sprawdzone, świetne w swojej jakości, które póki co mnie nie zawiodły. Jestem szczęśliwą posiadaczką zacnego grona porządnych produktów i nie zawaham się dalej ich używać! Jeżeli je znacie, to na pewno wiecie jak świetne są te kosmetyki, jak nie to, bardzo mi przykro moi drodzy, ale musicie poznać je lepiej! 
Znacie, lubicie? Jacy są Wasi kwietniowi ulubieńcy?

Tymczasem przypominam o trwającym do niedzieli rozdaniu, gdzie zgarnąć możecie Mary-Lou Manizer oraz Bahama mama marki theBalm.
Klikając w zdjęcie przeniesiecie się do notki z rozdaniem, gdzie są wszystkie szczegóły, a zasady są, jak zwykle, banalnie proste
- aGwer