MAC Face and body: trudna miłość

Podkłady MAC należą do jednych z najbardziej pożądanych podkładów wśród miłośników makijażu. Właściwie nie ma w tym nic dziwnego, w końcu jest to kultowa firma, która od wielu lat wojuje rynek kosmetyczny. Ja również zachorowałam na MACa, szczególnie na pomadki. Jednakże w wakacje 2014 zapragnęłam również podkładu. Po wielu opiniach, recenzjach i uzbieraniu odpowiedniej sumy, będąc w Poznaniu postawiłam na podkład Face and body w tej większej 120ml wersji. Jak właściwie wszystko co posiadam z MACa uwielbiam, tak moja miłość do Face and body była i wciąż jest trudna. Jeżeli chcecie wiedzieć dlaczego, zapraszam na post, a uwierzcie mi jest co czytać!

MAC-face-and-body-blog

MAC, Face and body

Podkład MAC Face and Body, to produkt dość specyficzny. Pomyślicie sobie pewnie dlaczego, przecież to tylko podkład? Jednakże jest on na bazie wody, przez co po pierwsze: jego konsystencja jest bardzo lejąca, po drugie: ma słabe krycie, po trzecie: nie zawiera filtrów. Najpierw skupię się jednak na kilku sprawach technicznych.

Jak zwykle jeżeli chodzi o odcienie, w przypadku podkładów MAC mamy gamę kolorystyczną „C”, którą dostosowujemy do podtonów żółtych oraz „W” do różowych. Ja posiadam najjaśniejszy odcień C1, który idealnie stapia się z moją skórą. MAC oferuje w tym wypadku 12 odcieni, które bez problemu można do siebie dopasować. Z kolejnych spraw, o których warto wspomnieć jest sposób dozowania produktu. Nie mamy tutaj żadnej pompki, jedynie niewielki dziubek, z którego możemy nakładać podkład, generalnie ponarzekałabym na coś takiego, ale dziurka jest na tyle niewielka, że nie mamy problemu z nadmiernym wylewaniem. Także sobie nie ponarzekam, bo w tej kwestii wszystko jest okej. Sama buteleczka też jest w porządku ponieważ plastik jest mętny, taki mleczny więc widać zużycie produktu.

MAC-face-and-body-blog

Trudna miłość

Pora chyba wyjaśnić dlaczego Face and body tak trudno pokochać? Ponieważ ciężko kochać podkład, który praktycznie nie kryje. Niby byłam na to gotowa, niby wiedziałam, że nie jest to w pełni kryjący produkt, ale nie spodziewałam się, że będzie to wyglądać w ten sposób. Ponieważ jest on na bazie wody, krycie jest naprawdę bardzo, bardzo delikatne. Można je stopniować dokładając kolejną warstwę, której nie czuć na skórze (uwierzcie mi nakładałam ich sporo żeby sprawdzić poziom krycia), ale to wciąż nie jest TO.

Podkład Face and body jest idealny dla skóry bez wielkich przebarwień, raczej skierowany jest do osób, których cera nie jest problematyczna, ponieważ nie zakryje on większych zmian skórnych. Dlatego właśnie jednocześnie go kocham i nienawidzę ponieważ na mojej mało problematycznej skórze spisuje się świetnie, ale jak już mi coś wyskoczy to muszę zmienić podkład, albo budować krycie co już jest zwiększeniem zużycia produktu. Aby otrzymać idealne krycie, na mojej twarzy, muszę nałożyć najlepiej 2 cieniutkie warstwy (chociaż są dni kiedy wystarczy jedna, która pięknie wyrówna koloryt), jak zależy mi na czymś mocniejszym to 3-4 warstwy minimum. Zaznaczam jednak, że warstwy są cienkie i podkład jest niezwykle lekki, więc kompletnie nie czuć ich na skórze, jednakże jest to jego największy minus.

Kolejnym… może nie minusem, ale czymś czego nie lubię jest jego wykończenie. Nie jest matowy, absolutnie. Nie jest również rozświetlający. Jest mówiąc wprost: mokry. Jak nałożymy podkład i go nie przypudrujemy, nasza cera wygląda jakby była mokra, DOSŁOWNIE. To taki bardzo naturalny, delikatny blask, zdrowej skóry. Niby wszystko fajnie, ale ja nie cierpię takiego efektu. Ponadto jeżeli podkład dobrze nie wyschnie robi się lepki, więc przypudrowanie, jak dla mnie, to sprawa konieczna.

MAC-face-and-body-blog

Widzę, że robi mi się post tasiemiec, ale chcę wyczerpać temat, więc muszę wspomnieć o jeszcze jednej sprawie. Mianowicie o trwałości. Tutaj również muszę odrobinę po marudzić, ponieważ jest ona… różna! Wszystko zależy, tak naprawdę nie wiem od czego. Zauważyłam, że z jednym pudrem współpracuje lepiej, że nakładany gąbką inaczej stapia się ze skórą niż nakładany pędzlem, chociaż z kolei nakładany zaokrąglonym flat topem daje jeszcze inne wykończenie i inną trwałość. Niby chodzi o puder, ale uwierzcie mi, że jak nakładałam go pędzlem/gąbką/palcami i pudrowałam to i tak jego trwałość była różna. Zależało to też od tego, czy byłam cały dzień na dworze, w domu czy klimatyzowanym pomieszczeniu i jaka była pogoda. 

Strasznie to dziwne i chociaż bardzo go lubię ponieważ jest to jedyny podkład jaki posiadam, który daje najbardziej naturalne wykończenie na twarzy i nie tylko w rzeczywistości, ale i na zdjęciach wygląda jak druga skóra. Jednakże trudno mi powiedzieć: tak to jest to, znalazłam podkład idealny! Bo tak nie jest. Jest trudny, trzeba go wyczuć, trzeba się go nauczyć i szukać idealnego sposobu aplikacji, którego ja w ciągu sześciu miesięcy nie znalazłam.

Wciąż ciężko mi powiedzieć czy jest to podkład, do którego wrócę jak go wykończę. Nie umiem Wam powiedzieć, czy warto go kupić, ponieważ wciąż po tak długim czasie, mam mieszane uczucia. Może to z moją cerą jest coś nie tak i po prostu dziwnie się z nim zachowuje, jest wybredna i muszę się do niej dostosować, ale zazwyczaj nie mam problemów więc sama nie wiem. Choć uwielbiam efekt jaki nim uzyskuję, naturalnej pięknej cery, to wkurzają mnie inne sprawy, o których pisałam wcześniej.

          Powiedzcie mi jakie są Wasze wrażenia? Znacie ten podkład?

- aGwer