# Kosmetykoholizm marcowy – nowości!

          Oczywiście na czas jak zwykle w terminie! W każdym razie jakoś nie mogłam znów zabrać się za tego posta, a chciałam Wam pokazać co się znalazło w moich zbiorach bo jest tu sporo hitów, o których na pewno powstaną osobne wpisy. Jak zwykle najwięcej kolorówki i lakierów, czyli to co tygrrrryski lubią najbardziej! 🙂

          Zacznijmy od najprzyjemniejszej rzeczy dla moich paznokci czyli laaaaakieeeeery! Dominuje tutaj zdecydowanie Golden Rose, ale chyba Was to nie dziwi. Ja w ogóle uważam, że seria Rich Color to jest jedna z lepszych serii lakierów jakich w ogóle używałam. Wybór jest przeogromny i zwiększa się coraz bardziej, jakość jest genialna bo i są mocno napigmentowane (jedna warstwa spokojnie wystarcza, przy każdym kolorze), świetnie się trzymają. Jak dla mnie bomba! Co się ma lakierów Barry M, to jakościowo też są super, ale jednak wolę zapłacić 6zł z GR niż 20 za Barry M. i otrzymać właściwie taką samą jakość. Jednakże co do Models Own jestem zachwycona! Bałam się oczywiście, że będą zmywać się okrutnie, ale jest całkowicie odwrotnie! Miłość od pierwszego maźnięcia i chętnie będę więcej nimi maziać!

          Ostatnio marudziłam, że mam puste pudełka na pomadki, to teraz nie mam już miejsca. Ale za to jaki mam wybór! Pomadki z Golden Rose z serii velvet matte tak mnie zachwyciły, że musiałam koniecznie dokupić jeszcze kilka kolorów (na następnym zdjęciu możecie zobaczyć jakie). Ponownie rewelacja za niewielką cenę. O matowej pomadce od Sleeka matte me marzyłam od pierwszych swatchy jakie zobaczyłam, wybrałam kolor dość jaskrawy, ale idealny na lato! O tej pomadce Wam już pisałam, o [ tutaj ]. Na nadchodzącą porę roku będzie bardzo fajna! Z pomadkami od MUA mam do czynienia po raz pierwszy i muszę przyznać, że jestem mile zaskoczona. Nawet o jednej z nich Wam już pisałam i możecie poczytać o niej [ tutaj ]. Miłe zaskoczenie i myślę, że sięgnę po więcej!

          No i teraz przechodzimy do kolorówki! Mamy tutaj same niedrogie marki, które znalazłam na przecenie lub chciałam sprawdzić jak się będą sprawować. Niestety hot colors z my Secret mnie zawiodły i niestety nie będę ich zbyt często używać, chociaż będę jeszcze próbować coby jakoś podbić kolor i przedłużyć jego trwałość. Zobaczymy. Z cieni przybył do mnie również pigment z essence i cień beauty beats, z wygrzebanej w Naturze promocji. Bardzo fajne kolory, mocny fiolet i bardzo przyjemna mięta, która bardzo fajnie się trzyma! Przy zamówieniu na minti skusiłam się na rzęsy w butelce z w7 i jestem mega ciekawa jak się sprawdzą, a Wy? Poza tymi ciekawostkami w moim stojaczku znalazły się dwie nowe maskary z essence, fioletowa i turkusowa, które niebawem Wam pokaże – bardzo oryginalne! Będąc jeszcze w naturze skusiłam się na kredkę big bright eyes z essence i przyznam szczerze, że jestem mega zachwycona. Nie spodziewałam się tak fajnej kredki, która idealnie nadaje się na dolną linię wodną! Na koniec zostawiłam sobie bazę pod cienie Lumene wychwalaną w niebiosa na wielu blogach, ale póki co mam mieszane uczucia… Poza tym mam jeszcze odrobinkę bazy z Paese, więc tej nowej używałam dopiero kilka razy. Zobaczymy jak się sprawdzi…

          Do kolorówki dołączyły też dwa świetne róże, jeden z Zoevy oraz drugi z Bourjois. Chyba nie muszę mówić, który jest z jakiej firmy? Róż z Zoevy jest bardzo mocno napigmentowany, trzeba uważać z jego aplikacją żeby przypadkiem nie przesadzić i nie uzyskać okropnych plam. Da się tego jednak uniknąć, poza tym ma piękny kolor i fajnie się trzyma. Róż z Bourjois nie zaskoczył mnie niczym ponieważ wiedziałam, że kupuję genialną jakość i ogromną wydajność. Czuję, że ten róż będę miała bardzo, bardzo długo…

          Z pielęgnacji w tym miesiącu trafiło do mnie tylko czarne mydło wraz z rękawicą Kessa, długo szukałam odpowiedniej i to jest pierwsza jaką posiadam. Nie używam jej jeszcze przy każdym myciu, bo drażni mnie zapach mydła, ale na pewno się do niego przyzwyczaję ponieważ widzę, że świetnie działa. Wszsystko kupiłam w Organique i muszę się tam niedługo wybrać po nowe woski, które mają. Koniecznie muszę je sprawdzić i porównać do moich ukochanych Yankee!

          A na koniec dwa genialne narzędzia pracy. Pędzel do eyelinera z Sigmy, z którego jestem ogromnie zadowolona! Jest bardzo wygodny, świetnie nakłada się nim kolory, fajnie też je rozciera i nie gubi włosia. Myślę, że moje klientki będą z niego zadowolone, póki co żadna z nich nie narzekała! Co do drugiego pędzla ze Stage Line powiem tylko tyle, że jest to najlepszy pędzel do blendowania, rozcierania jaki miałam, a miałam ich już kilka. Nie zdradzę więcej ponieważ będzie osobny post o nim. Czekajcie!

         To by było na tyle, wydawać się może sporo, ale większość tego jest z promocji (uwielbiam je wykorzystywać) lub z jakimś kodem rabatowym, także wszystko super! Poza tym teraz już nie brakuje mi niczego, więc nie przewiduje większych zakupów poza tymi na targach w Poznaniu, które btw. są już w tą niedzielę!!! Któraś z Was się wybiera? 🙂

- aGwer