# Honeymania The Body Shop: nowa miłość

         Nie i nie chodzi mi o takie spożywcze do kanapek! Chodzi o pięknie pachnące wszelkiego rodzaju masła do ciała! Pokochałam je dzięki temu, że przełamałam się i zaczęłam smarować się masełkiem z The Body Shop’u, który przywiozła mi przyjaciółka z Danii. Właśnie dziś o tym masełku słów kilka!

Honeymania The Body Shop

          Bardzo długo nie lubiłam maseł, miałam złe doświadczenia że zostawiają mega tłustą nieprzyjemną warstwę, ale albo zmieniło się moje podejście, albo masła wcale nie zostawiają takiej warstwy i ja sobie to ubzdurałam po prostu, albo moja skóra potrzebuje aktualnie mocniejszego nawilżenia. W związku z tym kilka słów ode mnie o maśle TBS Honeymania, którego recenzje krążyły nagminnie po blogach kilka miesięcy temu. Do mnie trafiło jeszcze w tamtym roku, ale jak pisałam sporo czasu czekało na swoją kolej.
          Masła tej firmy dostaniemy w sklepach TBS lub oczywiście przez internet, koszt takiego produktu to około 60zł, także naprawdę sporo jak na taką ilość jaką otrzymujemy. Jednak jakość… robi swoje 😉

Honeymania The Body Shop

          Masełko jest zamknięte w ładnym pudełeczku charakterystycznym dla maseł, wiele firm właśnie w podobny sposób pakuje swoje produkty tego typu. Ma bardzo gęstą, maślaną konsystencję, co możecie zobaczyć poniżej. Jest znacznie gęstszy niż zwykły balsam do ciała i znacznie głębiej nawilża, chociaż wchłania się dłużej. Jednakże myślałam, że będzie gorzej. Smaruję się nim wieczorami więc generalnie nie ma z tym problemu, w końcu i tak się w nic poza koszulą nocną nie ubieram.
          Pachnie przepięknie, w ogóle niedawno odkryłam, że lubię zapach miodu! Wszystko co miodowo mleczne strasznie mi się podoba! Peeling czy też kula do kąpieli, albo świeczka! Ten zapach również trafia w mój gust, nie jest absolutnie słodki! Jest świeży, lekko kwaśnawy z nutką słodyczy, która na szczęście nie dominuje, rewelacja. Kompletnie nie przypomina takiego standardowego zapachu, który mamy w słoiku po miodzie, aczkolwiek coś w sobie z niego ma. Jest całkiem wydajny, zużycie poniżej jest z miesiąca stosowania średnio co drugi wieczór, a przypominam, że ja mam spooooro ciałka do posmarowania 😉

Honeymania The Body Shop

Masło do ciała

          Dla znawców skład zamieszczam powyżej, a teraz przejdę do działania. Jak już wspominałam wcześniej wiele razy nie lubiłam maseł, głównie ze względu na długi czas wchłaniania i tłustą, nieprzyjemną warstwę na skórze. Tutaj jest zupełnie inaczej. Owszem masło wchłania się dłużej niż balsam, ale nie jest to czas, który pamiętam sprzed kilku lat i co najważniejsze nie zostawia okropnej warstwy, która kojarzy się z natłuszczeniem ciała. Wręcz przeciwnie! Jak już wchłonie skóra jest miękka, czuć znaczne nawilżenie, znikają ślady przesuszenia skóry, jest gładka, wręcz jedwabista. Efekty czuć już po kilku użyciach. Mam jeszcze dwa masła w kolejce do stosowania (z Bomb Cosmetics i Balea) i jestem ciekawa jak się sprawią na tle tego, a muszę przyznać, że poprzeczkę mają bardzo wysoko.

Masło do ciała

          Podsumowując jest to bardzo fajny produkt, który na pewno poprawi stan Waszej skóry. Niestety mocno odpychająca jest tutaj cena, szczególnie że możemy znaleźć tańsze masełka, które pewnie sprawią się równie fajnie (mówię na podstawie wielu przeczytanych opinii o różnych masłach). Ze względu na cenę raczej nie kupię go ponownie mimo fajnej wydajności, będę szukać tańszej alternatywy i jestem pewna, że ją znajdę 🙂
          Tymczasem lecę kończyć świąteczne porządki, malować paznokcie na Wielkanoc i w między czasie czytać grę o Tron! 🙂 A już jutro pokażę Wam paznokcie idealne na te święta! 🙂

- aGwer